Bieskaniečnaje...
|
Naśladavańnie
|
Kałi ŭ pieršy ja raz abyjšoŭ hety kraj, Viečna žyci prystaŭšy, mahiłaj zabyty, Ja ubačyŭ tut horad, pryhožy, jak raj, Ŭvieś zimovymi kosami sonca abłity, Byccam srebnaju ryzaj akryty śniahami, Z svajoj vieraj, zakonam, z svaimi bahami. Pasiaredzinie kniazievy choram stajaŭ I vuzorami dziŭnymi, zołatam źziaŭ. Zvany chvalaj niaśłisia z vysokich zvanic, Niby kraski u połi ci błisk zaranic – Tak harełi ahniami apratki ludzioŭ, Što pa vułkach da kniazia jšłi z roznych bakoŭ... I kałi ja spytaŭsia, prachodziačy tam: “Ci ŭžo mnoha hadoŭ hetym vułkam, ścianam?” Adkazaŭ mnie adzin z hordym błiskam vačej: – “Viečna byŭ jon, naš horad, za ŭsio pryhažej!” Čas išoŭ, išłi hady, Ja iznoŭ, pryšoŭ tudy. Ŭsio prapała... I choram, zvańnicy, ravy, Ŭsio prapała i tolki łuhi dy pałi Ja ubačyŭ biaz konca, biaz kraju ŭdałi, Asypanyja łaskaju kosaŭ-vahnioŭ, Što nas buduć łaskać jašče sotni hadoŭ... Lohki vietryk da noh pachilaŭ mnie travu, Vočki sinich zvanočkaŭ hladziełi ŭharu, Tam – stakratki bialełi hustoju ścianoj, Hudzieŭ bas załacistych siardzitych šmialoŭ, Tam – siniełi by nieba viasnoj, vasilki, Dy kruciłiś nad kraskami ich matylki. Zachacieŭ ja raźviedać, dzie horad stary, Jak daŭno u travie ad viačerniaj zary Tolki kraski šapočuć adny miž saboj, Zavarožany nočnaj tajemnaj cišoj. Ściep maŭčaŭ... Tolki vietryk, što tvar mnie łaskaŭ, Adlatajučy ŭdal, ledźvie čutna skazaŭ: – “Jak daŭno tut niama ni ludziej, ni daroh, Jak daŭno tut pałi, – znaje viečnaść, dy boh!” Čas išoŭ, išłi hady, Ja iznoŭ, pryjšoŭ tudy... Abiarnułiś pałi ŭ ciomny les viekavy, Dzie hałinki niby-to sklapieńnie splałi, Dzie zialonyja mchi zalahłi pielanoj, Čyrvaniełi sunicy pad stromkaj sasnoj, Dzie viaršyny duboŭ zahladałi ŭ błakit, Nad staŭkom pachilałasia viećcie rakit, Dzie rusałki ŭnoč kosy časałi svaje, Dzie piaśniar-sałaviej vitaŭ pieśniaj mianie. Ja skazaŭ šerym ptuškam, prysieŭšy na mchi, – “Vy skažecie, daŭno tutka bor staŭ hłuchi?” – “My nia skažam, ź biarozaŭ spłyłi hałasy! Bo za viečnaść starejšyja, našy lasy!” Čas išoŭ, išłi hady, Ja iznoŭ, pryšoŭ tudy. Srebra chvalaŭ spakojnych, by lustra lahło, Pakryvajučy sosny, i chvojki, i ŭsio. Kala bierahu pleśnia vianočkam išła, A dalej biez kanca ŭdal, ušyrki, ŭbaki, Šalaściełi ściabły niahustoj asaki, Dy błiščeła, iskryłasia ŭ soncy vada. U prybiarežnych zaroślach, u čoŭnie starym Rybaka ja ubačyŭ z načyńniem svaim. U placionaj kašołcy ŭžo biłiś ab dno Šmat siarebranych rybak, – dabyča jaho. Padyjšoŭ ja błižej i spytaŭsia: “skažy, Ci daŭno užo voziera bačyš tut ty?” Ahladzieŭsia stary, uśmiachnuŭsia čahoś: — “Jano viečna było, jak i siońniejka joś!” Čas išoj, išłi hady, Ja iznoŭ, pryjšoŭ tudy. Zamiest chvalaŭ cichich ź pieny biełaj kajmoj Ja ubačyŭ bałoty ź iržavaj vadoj... Pusta, hłucha i nudna... Ni dreŭca ŭdałi, To – bałoty, vada, to – piaski dy piaski... Chmarny dzień mnie u vočy markotna hladzieŭ, Kazki travam pažoŭkłym kazaci nia śmieŭ. Vieras ssušany, – j toj svaje kraski chavaŭ, Tolki viecier nad miejscam praklatym stahnaŭ. Ja prysłuchaŭsia k žałasnym stohnam jaho I pačuŭ ŭ ich adkaz na pytańnie svajo: – “U hetym kraju bałoty, vada dy piaski Zalahłi z utvareńnia Pradviečnym ziamłi!” Čas išoŭ, išłi hady, Ja iznoŭ pryšoŭ tudy. I spatkaŭ ja na miescy bałotaŭ hłuchich Znoŭ pryhožaje miesta... Šmat vułak kryvych Tam z šyrokimi, śvietłymi sietku plałi, Biełych choramaŭ cieni na chvałi lahłi Cichavodnaj raki, što praź miesta płyła, Ab im słavu daloka pa śviecie niasła. Zakryčaŭ ja tady: “dzie pałi, dzie lasy, Lustra voziera, mhła miž piaskoŭ pałasy? Dzie usio?” I pačuŭ ja spakojna adkaz: — “Horad naš byŭ i jość, što pytaješsia nas?” Chaj iduć viaki, hady, Ja iznoŭ prydu tudy...
1922.
|
|